Tańcząca bogini

Monika Waraxa jest świadoma swoich wyborów artystycznych i potrafi je umieszczać w rozmaitych kontekstach intelektualnych oraz duchowych. Jej obrazy, których przedłużeniem są foto-video kolaż oraz trójwymiarowe obiekty, składają się na barwny cykl, stający się wędrówką, jak sama to nazywa, po drodze, będącą siecią wieloświatów. Doświadczamy tu barwnych plam i tanecznych ruchów pędzla, składających się z postaci i sytuacji, pokazujących złożoność wielu wymiarów egzystencjalnych (wieloświaty), które bliskie są Artystce, ale które stają się dla nas zachętą do podróży i doświadczania, do przeżywania i, jak myślę, do zadawania pytań o nasze miejsce w rzeczywistości, o sens naszych wyborów, o nas samych i świat, który nie tyle nas otacza, ale którego częścią jesteśmy.
Otoczką, czy może aurą tych obrazów, jest nietuzinkowa i dynamiczna osobowość Artystki. Aura ta skłania nas do zastanawiania się nad matrylinearyzmem i zarazem nad momentem, gdy funkcja sztuki powiązana była z rytuałem, gdy była ona obrzędem, miała moc zmieniania rzeczywistości, jak rytuał malowania na piasku czy tańce i gesty powiązane z obrzędem przejścia, jak przepełnione tajemnicą pradawne prehistoryczne figurki. Wytwarzane przedmioty miały niegdyś powiązać nas z tajemniczą siłą kierującą nami i rzeczywistością, do której przynależymy, oswajać i jednać nas z czymś od nas większym i niezrozumiałym – z przyrodą, siłą nad-przyrodzoną, przeznaczeniem, przemijaniem, śmiercią. Wydaje się, że obrazy i obiekty Moniki Waraxy kierują nas w te same obszary. Dlatego też tak niezwykła jest konfrontacja tych przejmujących wizerunków i splotów barw z ich tytułami, co pozwala nam na różne skojarzenia, jak w zabawie surrealistów – zabawie, która może być niemniej śmiertelnie poważna.
Twarze i uśmiechy kobiecych postaci wyłaniające się z tych obrazów przypominają nam o złożoności „stawania się kobietą” , by sparafrazować słowa Simone de Beauvoir; o tym, że uwikłania społeczne kobiety wywodzącej się z kultury Zachodu dalekie są od matrylinearnych elementów znajdowanych w kulturach archaicznych. Dlatego też jedną z inspiracji okazuje się tu nietuzinkowa filozofia Karen Barad, która, jak mityczna figura kobiety, miesza szyki i porządki, wprowadzając powiązania tam, gdzie do tej pory były tylko podziały, a mianowicie łączy perspektywę filozofii Maurice’a Merleau-Ponty’ego z fizyką teoretyczną, perspektywę humanistyki z nauką stricte eksperymentalną, pokazując, że nasze uniwersum jest połączeniem niezliczonych wymiarów, tak jak my sami jesteśmy wielością wątków, gdzie splot i osnowa okazują się być różnych kolorów, różnych proweniencji, a jednak tworzą razem jedną tkaninę. Niemniej, nieustająco próbujemy ją rozpruć, działając jak mityczna Penelopa. Jednak ta właśnie Penelopa czeka na Odysa, który, jak pisali Theodor Adorno i Max Horkheimer w Dialektyce oświecenia, okazuje się uosobieniem rozumu instrumentalnego, chytrości, ale też próby ujęcia wszystkiego w karby jasnej zrozumiałości i namacalnych korzyści, mających wynikać z każdego naszego gestu. Penelopa pruje więc swą tkaninę w geście równie niepokojącym, jak działania jej męża Odysa. Obrazy Moniki Waraxy idą w poprzek takiemu myśleniu, zdają się unosić nas nieco nad powierzchnię, po której stąpamy, pozwalają nam zobaczyć to, co niewidzialne. Tutaj wymykamy się rozumowi instrumentalnemu i nie prujemy tkaniny złożonej z wielości paradoksów, z których utkane jest nasze życie.
Tak jak pisałam, na przedłużeniu obrazów malarskich znajdują się w tej konstelacji obiekty stworzone przez Artystkę, których sens najlepiej oddaje w moim odczuciu opis Jolanty Brach-Czainy, zastanawiającej się właśnie nad znaczeniem obiektu jako takiego: „Obiekty istnieją nie całkiem obiektywnie, gdyż nie dla każdego umysłu mają ten sam walor. Dzięki temu, że są nie takie same dla wszystkich, możliwa jest rozmowa, wymiana, porozumiewanie się bytów. Z garści sensów wybieramy niektóre” [1]; i jeszcze: „Wprawdzie jest drobiną bytu, którą dopiero nasza uwaga ostatecznie obiektem czyni, lecz ufundowanie w uwadze stanowi odpowiedź, jaką dajemy na skierowane ku nam wezwanie” [2]. Obiekty Moniki Waraxy wzywają, zagadują i dostarczają garści sensów, spośród których wybieramy te rezonujące z nami i rezonujące z tym, czym sami jesteśmy. Obiekty te, drobiny bytu właśnie, wydają się osobiste, ale zarazem mogą dla każdego stać się talizmanem, konweniują też z video i wspaniałym tworem, jakim jest Alina, hołd złożony niezwykłym materialnym bytom tworzonym przez Szapocznikow.
Monika Murawska
[1] J. Brach-Czaina, Szczeliny istnienia, Wydawnictwo eFKa, Kraków 1998, s. 13.
[2] Ibidem, s. 12.
Tekst towarszyszący wystawie:
Ślady bogini w sieci wieloświatów w Fundacji Alina
Koordynacja: Dorota van Vugt, Antonina Gugała
Oprawa graficzna: Paulina Derecka
Montaż: Amadeusz Pucek
Wystawa prezentuje prace, które są częścią pracy doktorskiej pod tym samym tytułem, realizowanej w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Promotor: dr hab. Marcin Chomicki, prof. Uczelni
Otwarcie wystawy: 16.01.2026 godz. 18.00
Czas trwania wystawy: 16.01.2026 – 15.02.2026
Godziny otwarcia: śr. – nd. : 12.00 – 18.00
Fundacja Alina / ul.Brzozowa 31/33 lok.1 00-258 Warszawa
kontakt@fundacjaalina.pl