Moja podróż za słońce z Hanną Orzechowską

„Uświadamiam sobie w tym okresie potrzebę, tkwiącą we mnie od dawna, nie tylko „obserwacji zjawisk natury, ale i konieczności wypowiedzenia poprzez sztukę moich niepokoi i uczuć, samookreślenie poprzez malarstwo i działanie twórcze i pragnienie oddziaływania na wyobraźnię widza poprzez poruszanie w nim zbliżonych myśli, skojarzeń, wyobrażeń, pokrewnych uczuć”[1].
Hanna Orzechowska 1945 r., dzięki uprzejmości Agaty Siecińskiej
Tekst opisuje moje spotkanie z twórczością Hanny Orzechowskiej, a w szczególności z pracami przedstawiającymi słońce, w tym: z cyklem akwarel, kolażem Mikro-makro dywagacje oraz tkaniną przedstawiającą piętnaście szaro-białych słońc. Prezentowane są one na wystawie Patrząc w słońce. Hanna Orzechowska w Galerii Studio w Warszawie.
Temat ten interesuje mnie szczególnie w kontekście opracowywania i obrazowania rzeczywistości poszerzonej o jej ponadzmysłowe aspekty. Postrzegam tę przestrzeń jako sieć[2]. Łączy ona wszystko, co istnieje, kiedykolwiek istniało i będzie istniało poza czasem historycznym oraz poza przestrzenią w ujęciu geograficznym. Szukając nowych perspektyw dla interpretacji prac Hanny Orzechowskiej, zwracam uwagę na ich afirmatywny charakter i potencjał współistnienia międzygeneracyjnego, zasilającego nurt herstorii.
„Otwieram oczy I czuję się jak kapitan Pirx w czasie wariackiej kąpieli: „Zrazu ciemność, w której spoczywał czy też raczej: którą sam był, zaroiła się od słabych migotań polatujących na obrzeżu pola widzenia kręgów, właściwie bezświetlnych, mżących niewyraźnie. Poruszył gałkami ocznymi, ten ruch czuł, i to go pocieszyło. Ale dziwna rzecz, po kilku poruszeniach i oczy wymknęły się jego władzy.”[3]
Nie widziałam nic i nie czułam nic. Poddawałam się zawieszeniu i resetowi zmysłów. Istniałam w świecie ponadzmysłowym, choć nie miałam na to żadnych dowodów. Poczucie ciała i czasu zniknęło. W takich okolicznościach trudno było na coś czekać. Czy mi się to śni, czy tylko odpłynęłam daleko umysłem w czasie malowania obrazu? Malutka iskierka samoświadomości oferuje mi same niewiadome. Słyszę ciche pssst. Widzę, że nad moją głową unosi się perłowy właz. To kapsuła. Teraz widzę, że przez cały czas byłam zanurzona w cieczy. Nie czułam jej, bo miała temperaturę mojego ciała. Wychodzę z kapsuły. Jestem na pokładzie statku. Jego wnętrze jest minimalistyczne. Pojazd jest zasilany i prowadzony w sposób przekraczający moje rozumienie, ale na blacie małego, kryształowego stolika, który stoi przy kapsule, zauważam karteczkę z notką zapisaną zwykłym ołówkiem: „Lecimy na słońce, a nawet dalej. Hanka”. Nad jej imieniem widzę narysowane po dziecięcemu słoneczko.
Prezentacja prac Hanny Orzechowskiej w warszawskiej Galerii Studio poświęcona jest jej twórczości z połowy lat 40. XX wieku aż do roku 1979. Rozwija ona to, co zobaczyłam na wystawie Hanna Orzechowska. W relacji w Fundacji Arton[4]. W Galerii Studio można oglądać zarówno rysunki, akwarele, malarskie kolaże, tkaniny, jak również aneks dokumentacyjny Prace, zdjęcia i inne materiały zostały udostępnione przez córkę artystki – Agatę Siecińską.
Kuratorka wystawy, Luiza Nader, podzieliła pokaz na dwie części. Na dolnym piętrze galerii znalazły się, m.in. powidokowe wizerunki słońc, tworzące się pod zamkniętymi powiekami, na górnym piętrze spotykamy słońce obserwowane w dzień. „Jego światło oślepia. Słońce w tej części wystawy, w dziełach Orzechowskiej przybiera kolor szary lub czarny, staje się ciemnym zwierciadłem.”[5]
Orzechowska urodziła się 1 stycznia 1923 roku w Warszawie. W 1951 roku uzyskała dyplom na Wydziale Grafiki, a w 1952 roku dyplom na Wydziale Tkaniny w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi. W latach 1953–1955 kontynuowała studia na Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Malarstwa. W latach 1955–58 pracowała w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego jako projektantka druku na tkaninie. W roku 1961 wyjechała na stypendium Rządu Francuskiego i Ministerstwa Kultury i Sztuki do Francji. Od roku 1957 wykładała na Wydziale Tkaniny w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi[6]. W tym samym roku wyszła za mąż za Wojciecha Siecińskiego 6 listopada 1960 roku na świat przyszła jej córka, Agata Siecińska.
Zatrzymuję się przy cyklu akwareli z 1948 roku przedstawiających słońce. Obejmuje on szesnaście prac o wymiarach 21 × 29 cm i 25 × 35 cm. Dwanaście z nich zostało nadpalonych w pożarze pracowni artystki w 1979 roku. Prace powstały w czasie pleneru w Nowej Wsi, podczas którego Orzechowskiej towarzyszył Władysław Strzemiński.
Splątanie
W cyklu akwarel słońce jest pokazane nad wodą, w centrum kompozycji. Czasem pojawia się tylko jego ślad w różnych odcieniach błękitów i oranżów. Prace mają charakter szkicowy, „wrażeniowy”. Zarówno technika, jak i sposób malowania oddają ulotny charakter rejestrowanych zjawisk, kiedy to wschodzące czy zachodzące słońce wpływa znacząco na gwałtowną zmianę światła, a co za tym idzie – kolorów.
Wyobrażam sobie, że było ono dla Orzechowskiej portalem. Patrząc w nie, zatrzymywała czas i myśli. Może fantazjowała o podróży w kosmos, pytając samą siebie: jakby to było polecieć do słońca? Jakby to było się z nim spotkać? Kiedy oglądam jej akwarele, czuję spokój, pewność, zachwyt. Prace są malowane lekko, trochę naiwnie – tak, jakby malowało dziecko. Swoboda, brak jasno wytyczonych granic między formami-kształtami w ciekawy sposób nawiązuje do falowo-cząsteczkowej natury światła[7], Jej zmienność i nieprzewidywalność inspiruje Karen Barad do nowego definiowania rzeczywistości, gdzie obszar „pomiędzy” jest kluczowy[8].
Te odkrycia kierują moje myśli w stronę tego, czym jeszcze może być światło. Może informacją, która w formie impulsów słonecznych dociera do ziemi jako przekaz informacyjny, wpływając nie tylko na naszą biologię, ale i na postrzeganie świata oraz poszerzanie naszej świadomości? Ciekawie też myśli się o tym w odniesieniu do wieku słońca. Z perspektywy naszego życia jest on nieludzki. Słońca Orzechowskiej malowane na granicy czytelności, rozpływają się w powietrzu i w odbiciu wody, podkreślają jego wiecznotrwałość. Cykliczność wschodów i zachodów słońca wybija z czasu historycznego. Spirala jednoczesności łączy się z trajektorią słońca pędzącego przez galaktykę. Przez słoneczne akwarele zaglądam do przestrzeni istniejących „pomiędzy”. To tu rodzi się splątanie[9]: słońce-sztuka-herstoria w twórczości Orzechowskiej.
Moją uwagę zatrzymały akwarele, na których słońce przedstawione jest jako źrenica oka, co w ciekawy sposób łączy się z jego ponadhistorycznością. Dla mnie jest ono ważnym świadkiem i archiwum historii, symbolicznym „wiedzącym okiem”. Słońce-oko, może być przejściem do innego wymiaru – przestrzeni ponadzmysłowej związanej z jednoczesnością istnienia. Powidok słońca jest jej symbolem, istniejącym dzięki obserwatorowi. Warunkiem niezbędnym jest roztopienie jednostkowego „ja”. Sposób malowania słonecznych akwarel Orzechowskiej świetnie w tym wspiera: linie płynnie przechodzą w plamy. Nie mają początku ani końca. Trudno pokazać wyraźną granicę między wodą a słońcem. Ważna staje się przestrzeń „pomiędzy”.
Relacja ze Strzemińskim
Na drodze moich poszukiwań wywarł również wpływ Władysław Strzemiński, jego „osobowość i przyjaźń. Jego teoria sztuki, filozofia, bezkompromisowość, pasja, inteligencja, wnikliwość i wrażliwość”.[10]
Zestawienie prac obojga artystów ukazuje wielokierunkową wymianę między nimi.[11] Ciekawie wypada zestawienie słonecznych akwarel Orzechowskiej[12] z Powidokiem światła. Kobieta w oknie (1949) Władysława Strzemińskiego[13] . Podszedł on do malowania słońca analitycznie, śmiało zakładając, że przy odpowiedniej determinacji i przyłożeniu odkryć teorii widzenia, da się namalować potęgę symbolu i życiodajnej mocy w ujęciu zestawu syntetycznych form. Struktury kompozycyjne naśladują powidokowe plamy tworzące się na siatkówce oka, widoczne po zamknięciu powiek. Ale to tylko ślady prawdziwego słońca. Akwarelowe słońca Orzechowskiej nawiązują do założeń jej profesora. Studiując szczególnie jedną z nich, widzimy, że sinofioletowe transparentne plamy o nierównych krawędziach, pokrywające tarczę słońca, to właśnie powidoki. Jednocześnie słoneczne akwarele Orzechowskiej przekraczają ujęcie Strzemińskiego, wprowadzając w obszar terra incognita ponadzmysłowych aspektów rzeczywistości.
Zamykając oczy, pozwalała pochłonąć się obrazowi słońca. Efektem tego roztopienia się w jego świetle, jest całkowite przeniknięcie jego energią i ciepłem. Luiza Nader w tekście do katalogu pisze o czarnym słońcu jako śmierci podmiotowości. Dla mnie podobnie, słońca Orzechowskiej są symbolem połączenia i roztopienia „ja” jednostkowego, przypominają o splątaniu i naszych połączeniach w przestrzeniach ponadzmysłowych. Tworzą one potencjał nowych form współistnienia ponad czasem.
Słońce to centralny symbol wielu kultur. Symbolicznie to ojciec, dawca życia, aspekt męski (jang), sprawczości, inicjacja. To symbol awatarów – wcieleń zaawansowanych duchowo istot, np. Chrystusa czy Buddy, ale przede wszystkim to źródło życia. Ciekawe, że współcześnie uznaje się słońce za rakotwórcze, czyli zagrażające. Może dlatego, że w swoim nieskończonym potencjale energetycznym mogłoby nas pochłonąć i ostatecznie zniszczyć? Takie złowróżbne, piętnastokrotne słońce pojawia się na tkaninie pokazywanej w Galerii Studio[14]. Zwielokrotniona gwiazda kieruje widza ku sobie. Formy w jego obrębie kłębią się szarymi plamami. Białe promienie przypominają pioruny. Równocześnie mogłoby ono być pojedynczą komórką lub jądrem elektronu. Zmiana skali pomaga się odrealnić, wprowadzając przestrzenie ponadzmysłowe do obrazu rzeczywistości.
Patrząc na pracę Mikoro-makro dywagacje, doświadczam déjà vu. Gdzieś już to widziałam? Wycięty w powierzchni pracy prostokątny otwór, spod którego wygląda słońce (motyw z tkaniny), przenosi mnie do innego wymiaru. Z katalogu wspomnień odtwarzam jedno. Po opuszczeniu kapsuły deprywacyjnej na statku lecącym do słońca, spojrzałam przez jedno z okienek. Zobaczyłam w nim słońce. Było inne. Im byłam bliżej, tym wyraźniej widziałam wybuchy plazmy na jego powierzchni. Przypominały mi karmelowe cukierki smażone przez moją mamę. Ich miodowa masa bulgotała, syczała i była hipnotyzująca. Nerwowe ślady pędzla w górnej części kompozycji kolażu z cienkimi paskami juty, koronki oraz aksamitu przypominają promienie, które z pokładu statku rozlewały się w plamę totalnego blasku. Typowe dla kolażu użycie materiałów pochodzących z różnych światów i różnych rzeczywistości, dobrze wprowadza w głębię i nieprzewidywalność ponadzmysłowości.
Po raz pierwszy widziałam ten kolaż na wystawie w Fundacji Arton. Już wtedy zwróciłam uwagę na motywy podróży ziemskich, m.in. bilet do Paryża, ulotka LOT-u i pozaziemskich – kosmonauta w skafandrze. Czas powstawania pracy to moment wypraw w kosmos: Wostok (ZSRR), Gemini, Apollo (USA) i lądowania Neila Armstronga i Edwina Aldrina na Księżycu 20 lipca 1969 roku.
Hanna Orzechowska Mikro-makro dywagacje, kolaż 1968-70 r.,
dzięki uprzejmości Agaty Siecińskiej
Z naszej wyprawy pochodzi doświadczenie ciszy na statku, po tym, jak znalazłyśmy się za słońcem. Wybrzmiały w niej słowa Hanki: „opowiedz o lekkości i ulotności życia. One są splątane. Lekkość to czuła uważność, która chroni przed ulotnością.
W 1976 roku po dwudziestu latach pracy w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych na stanowisku nauczycielki zawodu druku na tkaninie, Orzechowska została zmuszona do rezygnacji w związku z trudnościami uzyskania stopnia docentki. W 1979 roku doszło do pożaru w pracowni artystki, w którym ucierpiała większość prac, w tym słoneczne akwarele. W 1981 roku wyjechała do Paryża, żeby pomagać córce. W 1983 roku .zachorowała na nowotwór i przeszła operację W ostatnich latach życia chorowała na Alzheimera. Zmarła 19 kwietnia 2008 roku w Paryżu.
Moja wyprawa za słońce z Hanną Orzechowską była doświadczeniem totalnym i trudno streścić jej przebieg słowami. Zatapiając się w jej pracach, odkrywałam nie tylko artystkę, ale i wizjonerkę, która wyprzedzała swój czas. Poprzez płynność form w słonecznych akwarelach czy zmianę skali powielonego piętnaście razy słońca, otworzyła mnie jeszcze bardziej na potencjał istnienia przestrzeni ponadzmysłowych.
Pisząc te słowa, czuję, że jest ona ważną inspiratorką mojej pracy artystyczno-badawczej. Jej twórczość i życie zasiliły mnie jako artystkę i jako kobietę, wzbogacając moją linię żeńską. Jej herstoria zachęca mnie do tego, żeby, mimo trudów, dokonywać kolejnych przekroczeń. Nasza podróż za słońce stała się dla mnie symbolem potęgi wyobraźni, siły do zmiany i nieustawaniem mimo przeciwności. Wyobrażam sobie, że istniejemy w przestrzeni ponadzmysłowej jako dwa kryształy. Towarzyszy nam słońce jako „wiedzące oko”. Jego światło tworzy obraz-hologram naszego wspólnego doświadczenia, zapisanego na zawsze w sieci współistnienia. W czasie naszej wyprawy za słońce odkryłam terra incognita – kolejny kawałeczek przestrzeni ponadzmysłowej. I czuję, że takich przestrzeni jest jeszcze wiele. To co było, połączyło się z tym, co jest.
„ Artyście wolno jest malować, jak chce, pod warunkiem jednak, że każdy obraz malować musi tak, jakby jutro miał umrzeć, praca zaś jego miała być wyrazem ostatnim.”[15]
1 Dorota Jarecka, Luiza Nader, Agata Siecińska, Patrząc w słońce. Hanna Orzechowska, Galeria Studio im. J. Grzegorzewskiego, Teatr Studio im. S.I. Witkiewicza, Warszawa 2024, fragment niewysłanego listu Hanny Orzechowskiej do jej córki Agaty Siecińskiej, s. 69.
2 Posługuję się obrazem sieci Indry, zaczerpniętym z tradycji wedyjskiej użytym przez Fa-tsanga do zilustrowania Nauki o całości Hua-yena, gdzie wszystkie zjawiska we wszechświecie są ze sobą powiązane. Porównał onwszechświat do kosmicznej sieci ozdobionej klejnotami w taki sposób, że każdy klejnot odzwierciedla wszystkie pozostałe. Oxford Reference, https://www.oxfordreference.com/display/10.1093/oi/authority.20110803100001960 [dostęp: 14 października 2024].
3 Stanisław Lem, Opowieści o pilocie Pirxie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001, s. 155.
4 Wystawa Hanna Orzechowska. W relacji, kuratorki: Luiza Nader, Marika Kuźmicz, współpraca: Adam Parol, Fundacja Arton Warszawa, 22.09–18.11.2023 r.
5 Luiza Nader, Patrząc w słońce. Hanna Orzechowska, tekst kuratorski do wystawy, Galeria Studio, s. 2.
6 Nota biograficzna z katalogu indywidualnej Wystawy tkanin i projektów Hanny Orzechowskiej, Kordegarda, gmach MKiS, Krakowskie Przedmieście 15/17, Warszawa 1960.
7 Karen Barad, Spotkanie z wszechświatem w półdrogi. Fizyka kwantowa a splątanie materii ze znaczeniem, przekł. S. Królak, Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury, Poznań, 2024, „Niektóre autorytety dowodziły, że światło jest falą, a inne – że cząstką. Eksperyment Thomasa Younga z dwiema szczelinami okazał się szczególnym momentem przełomowym w wielowiekowej debacie na ten temat. (…) Wyglądało na to, że odkrycia te wywołały trzęsienie ziemi w naszym postrzeganiu natury wiedzy naukowej, jeśli nie samej natury świata. Przed zaraniem XX wieku wydawało się, że wszystko da się zaszeregować do dwóch odrębnych kategorii: fal albo cząsteczek. Każdy ułamek natury posiadał odrębną tożsamość zapewniającą miejsce w jednej lub drugiej kolumnie. Fale i cząsteczki to w końcu odrębne zjawiska o wzajemnie wykluczających się cechach. Cząstki są zlokalizowanymi obiektami, które w każdym momencie zajmują określone miejsce w przestrzeni. Fale mają zupełnie inną naturę: nie są nawet w sensie ścisłym bytami, lecz raczej zakłóceniami w jakimś ośrodku lub polu.”, s. 137–141.
8 Ibidem „Przeszłość i przyszłość ponawialnie się rekonfigurją i wzajemnie się w siebie wplatają w wyniku ponawianej natury intra-aktywnych praktyk konstytuujących fenomeny: fenomenów nie można umiejscowić w przestrzeni i w czasie; są raczej materialnymi splątaniami rozciągającymi się na różne przestrzenie i czasy. Wytwarzanie tego, co nowe, nie sposób umiejscowić, a już na pewno nie sposób wejść w jego posiadanie. Ani przyszłość, ani przeszłość nigdy się nie domykają. To co nowe nie rodzi się w czasie, chodzi raczej o intra-aktywne rodzenie nowych czasowości, nowych możliwości, w których nowe jest śladem tego, co ma dopiero nadejść.”, s. 522.
9 Ibidem, „Dlatego też relacje splątania mogą tworzyć połączenia między bytami, które nie wydają się sobie bliskie w przestrzeni i czasie”, s. 108.
10 Ibidem, fragment listu Hanny Orzechowskiej do jej córki, Agaty Siecińskiej, s. 66.
11 Ibidem, Luiza Nader o relacji artystycznej Orzechowskiej i Strzemińskiego: „Powidokowe akwarele Orzechowskiej odpowiadały i, jak sądzę, wpływały (przyjmując zarazem wpływy) na artystyczną praktykę i teorię Strzemińskiego, który w tym samym czasie (i być może nawet podczas tego samego pleneru?) zaczął tworzyć malarstwo solarystyczne.”, s. 16.
12 Hanna Orzechowska jako studentka łódzkiej PWSSP zetknęła się z Teorią widzenia Władysława Strzemińskiego. Miała ona wpływ na jej postrzeganie w obszarze sztuki, ale również ukształtowała jej widzenie świata.
13 Zob. Dorota Jarecka, Słońce Szyjo ścięta, Patrząc w słońce. Hanna Orzechowska, Galeria Studio im. J. Grzegorzewskiego, Teatr Studio im. S.I. Witkiewicza, Warszawa 2024.
14 Tkanina prezentowana była na wystawie indywidualnej artystki w Kordegardzie w 1960.
15 Ibidem, s. 71